każdy kij ma dwa końce, ale proca ma trzy...
niedziela, 12 lutego 2012

Czekałam na nią długo, nie rozumiejąc czemu, ach czemuż polska premiera jest dopiero dwa miesiące po światowej. Czemu tym razem jesteśmy tak pokrzywdzeni?

Czekałam na „Żelazną Damę” i doczekałam się damy, damy w wielkim stylu, jakich się dziś już nie spotyka

Osobowość Margaret  Thatcher jaką przekazuje nam w obrazie Meryl Streep, jest  tym co w tym filmie stoi na głównym planie. Mamy cały obraz życia tej niezwykłej kobiety, od młodej kobiety kształtowanej przez poglądy ojca, poprzez młodą mężatkę która ma odwagę walczyć o swoje przekonania, niezłomną Panią Premier aż po rozmawiająca z duchem męża staruszkę

Miała piskliwy głos, była przemądrzała i głośno wyrażała własne zdanie w obecności mężczyzn, była tym wszystkim przed czym matki w tamtych czasach pewnie przestrzegały swoje córki. partyjni koledzy traktowali ją z góry i wyśmiewali jej pochodzenie, kapelusze, perły, oczywiście we własnym gronie a czasem w jej obecności, a jednak się nie poddała i doszła dalej niż jakakolwiek kobieta przed nią

Doskonałość z jaka Meryl Streep  przeistoczyła się w  postać zachwyca, aktorka niemal stała się graną osobą, i choć pojawiają się znane fanom aktorki tony w jej głosie, to transformacja jest doskonała. Jak w jednym z wywiadów mówiła sama Meryl, trudno było zagrać specyficzny sposób mówienia Thatcher, która mówiła na jednym wdechu i nigdy nie pozwalała sobie przerwać.

Ktoś napisał mi że film to niewarta oglądania szmira, z czym się nie zgodzę, film nie miał pokazać zawiłości polityki Thatcher, to film o kobiecie a wydarzenia polityczne sa w nim tylko tłem, pokazuje się wydarzenia nie tłumacząc czym są, widz nawet ten średnio zorientowany w historii w sumie nie tak dalekiej nie powinien mieć trudności z odgadnięciem o czym mowa

Ostatecznie poleciła bym ten film każdemu, pokazuje jak niezłomność charakteru pozwala sięgać tam, gdzie nawet nam się nie śniło że dotrzemy

I mała uwaga na koniec, taki mały apel że sala kinowa to jednak nie domowa kanapa przed TV i przynoszenie na nią noża, składników na kanapki i tryskających sokiem owoców na deser doprawdy nie powinno mieć miejsca. Drodzy widzowie siedzący obok was obcy ludzie naprawdę nie są zachwycenie kiedy zostają opryskani sokiem tryskającym z obieranych przez was owoców, i „przepraszam” naprawdę nie pomoże.

sobota, 11 lutego 2012

Z powodu wielkiego zainteresowania filmem dystrybutor postanowił w niektórych kinach rozpocząć wcześniej wyświetlanie „Artysty”, a ponieważ kocham nieme kino od lat zamiast na „Żelazną Damę” (nic straconego zaraz pójdę i na ten film), poszłam na Artystę” właśnie.

Uwiódł mnie już od pierwszej chwili, ten klimat czarnobiałego niemego kina, który kocham od dzieciństwa, ta nieco przerysowana mimika aktorów, choć tu bardziej stonowana niż w oryginalnych filmach z epoki, ta muzyka w tle, choć nagrana dziś na taśmie filmowej daje efekt orkiestry albo jednego pianisty, który grał przy oryginalnych projekcjach, wszystko to składa się na całokształt który mnie zachwycił, moja przyjaciółkę delikatnie męczył brak dialogów a pana rząd wyżej utulił do snu głębokiego włącznie z chrapaniem;-)

Historia zaczyna się w 1927 roku kiedy to George Valentin w tej roli genialny Jean Dujardin, jest gwiazdorem kina niemego, na jego filmy przychodzą tłumy, wśród nich jest też początkująca aktoreczka Peppy Miller w tel roli Bérénice Bejo. Przez przypadek ich drogi się przecinają, ale poza kilkoma wspólnymi scenami nic się nie dzieje, on jest żonaty, a poza tym to zupełnie inna liga.

Wszystko zmienia się kiedy na scenę wchodzą pierwsze filmy dźwiękowe, Peppy staje się ulubienicą i wielką gwiazdą, George nie uznający filmów dźwiękowych za sztukę odchodzi w niepamięć, widownia kocha Peppy która  mówi a nie Georga który jest niemy.

To ponadczasowa ilustracja zmagań ludzi z nowoczesnością, osadzona w latach  usuwania się niemego kina przed dźwiękiem, pokazuje cały wachlarz tego jak odnosimy się do nowinek technologicznych. Dziś można zauważyć dokładnie takie same zachowania, młodzi chłoną każdą nową technologię każdym porem swego ciała, starsi przyzwyczajeni do innego świata są oporni i nie chcą opuszczać bezpiecznego znanego im świata.

 Historia Peppy i Georga ma dobre zakończenie, jak każda historia miłosna, on przekonuje się że może grać w filmach dźwiękowych, ona doprowadza do tego że go w tych filmach na nowo obsadzają, i wtedy w ostatnich minutach filmu na scenę wkracza dźwięk, mamy wiec „ciszę na planie” i kręcimy film dźwiękowy, jaki znamy i jaki towarzyszy nam na co dzień.

Co ciekawe wiele osób z którymi rozmawiałam jest zdania że to film amerykański i są kompletnie zaskoczeni kiedy mówię im że to film francuski, co nie ma znaczenie bo jest niemy i nie widać różnicy, kiedyś kino było jedno, dziś odróżnia je język, a aktor który nie mówi płynnie i co ważne bez akcentu po angielsku jest gwiazdą w swoim rodzinnym kraju, rzadko na arenie międzynarodowej. Jeśli masz wyraźny obcy akcent grać możesz imigranta ale ci rzadko są głównymi bohaterami anglojęzycznych filmów, kiedyś było o wiele łatwiej, w czasach kiedy gwiazdy były ale nie mówiły…..

piątek, 10 lutego 2012

Nie chciała bym być zbyt krytyczna ( a przynajmniej chwilami hamuję swoje w tym kierunku ciągoty, z marnym skutkiem ale próbuję), ale jak czasami patrzę na sesje w kolorowych magazynach, polskich dla wyjaśnienia dodam, to mam wrażenie że nikt się nie stara. Ani fotograf, ani modelka, co najwyżej grafik się postarał i wyretuszował aż za bardzo wszelkie „niedoskonałości”. Generalnie sesje sa nudne, brakuje im kreatywnego pomysłu, robione często w przepięknej scenerii nie maja tego czegoś co powoduje że patrząc na zdjęcie mówimy wow.

Ale ostatnio powiedziałam na widok jednej wow, i znamienne że było to na widok sesji Ali Janosz w WOW Magazine;-)

Kim jest Ala Janosz, jak zwykle nie wiedziałam, jak człowiek przez 10 lat nie ma TV to nieco traci na znajomości tych których znać trzeba lub nie trzeba ale różni o nich piszą, tak mam teraz TV tyle że raczej nie oglądam wiec nadal jestem nieco zacofana.  Od czego jednak mamy Google, już po 5 min wiedziałam kim jest Ala Janosz, ale w sumie do powiedzenia wow nie skłoniła mnie wiedza kim ona jest, ale jej wygląd na zdjęciach.

Pokazanie jej jako pin-up girl nie jest może szczytem oryginalności ale uroda Ali doskonale wpasowała się w ten klimat, dzięki czemu zdjęcia mają w sobie to coś co przyciąga uwagę. Zresztą oceńcie sami efekt pracy duetu Grymuza & Lewicka oraz oczywiście Ali Janosz jako modelki, całość sesji w najnowszym WOW Magazine a tu mała wstawka na zachętę:

poniedziałek, 06 lutego 2012

„Żydowska narzeczona” Luigi Guarineri – sięgnęłam po nią ostatnio szukając czegoś do czytania wieczorem, i przepadłam na cały wieczór. Książka jest wielowątkowa i niezwykła, akcja toczy się raz w siedemnastym raz w dwudziestym wieku.

Mamy tu trzy główne wątki, akcja dwóch rozgrywa się w siedemnastowiecznym Amsterdamie, gdzie Rembrandt maluje akurat obraz nazwany „Żydowska narzeczona”, trzeci wątek to prawie współczesność bo lata osiemdziesiąte XX wieku.

W każdym z nich sednem opowieści jest uczucie które rozpala młoda kobietę i zamiast być początkiem przyszłego życia jest raczej początkiem końca.

 Zarówno siedemnastowieczna Abigail Lopes da Costa jak i jej dwudziestowieczna potomkini  Rebecca Lopes da Costa, nie są typowymi kobietami, obie obdarzają głębokim uczuciem  a ich obsesja na punkcie ukochanego jest brzemienna w negatywne skutki. Niszczy obie kobiety jest przyczyna choroby psychicznej i całkowitej autodestrukcji.

Powieść jest też swoistym studium na temat miłości, postrzeganej przez mężczyznę jako źródła nie radości a strachu przed bliskością, odpowiedzialnością, potrzebą istnienia w społeczeństwie, która każe mu odrzucić miłość kobiety, i zagłębić się w swoim świecie.

Jest to także wspaniała opowieść o muzyce Brahmsa, którą zachwycają się jej współcześni bohaterowie, znajdziemy tu zaszyte w rozmowach opowieści o jego twórczości i życiu prywatnym.

W jedną całość spaja powieść obraz Rembrandta „Żydowska narzeczona” i historia postaci na nim zatrzymanych w czasie, jest ogniwem łączącym oba pokolenia, a jednocześnie pozwala autorowi wyrazić zachwyt nad twórczością malarza. Prowadzić czytelnika pośród jego dzieł, opowiadać o sposobie na uwiecznienie chwili, panujących w siedemnastym wieku sposobów malowania i nadawania modelom cech historycznych.

Nie mamy tu wartkiej akcji, raczej leniwa opowieść która od Rembrandta się zaczyna i na Rembrandcie kończy, a jednak nie ma końca bo autor jak wielki malarz uważa że lepiej jeśli dzieło zostanie niedokończone skoro nie może być doskonałe.

Nie jest to typowo czytana przeze mnie pozycja, jednak miło urozmaiciła moje lektury. Sam autor jednak nie przekonał mnie do siebie na tyle by sięgnąć po jego inne powieści. Niech to będzie miła jednorazowa przygoda po której będę go dobrze wspominać, kolejne spotkanie gdyby nie było tak urocze mogło by rzucić cień mój dzisiejszy nim zachwyt.

 

„Żydowska narzeczona”

Tytuł oryginału: La Sposa Ebrea

Autor: Luigi Guarnieri

Wydawnictwo: Rebis, Dom Wydawniczy Sp. z o.o.

Data wydania: 2008

niedziela, 05 lutego 2012

„Mój tydzień z Marilyn” – jeśli jeszcze nie jesteście pewni czy wart jest zobaczenia zapewniam że tak. Historia jak historia, Marilyn była może nie najwyższych lotów aktorką ale była niezwykłą kobietą i myślę ze byłaby zadowolona z tego jak ją w tym filmie sportretowano.  Wybór Michelle Williams, do tej roli na pewno nie był łatwy ani jednoznaczny, jak bowiem obsadzić współczesną aktorkę w roli największej sex bomby kina, na pewno znajdzie się wiele osób, dla których to całkowicie nietrafiony wybór.

Moim zdaniem wybór był doskonały i z kina wyszłam zachwycona grą tej aktorki, uznaję że wszystkie zachwyty jakie na nią spadły po tej roli za w pełni uzasadnione, moim zdaniem była doskonała, idealnie wcieliła się w postać kobiety zagubionej w świecie, w której wszyscy widzą wielką kapryśną gwiazdę a niewielu dostrzega zwyczajną kobietę pragnącą zwyczajnych rzeczy.

Drugi doskonały wybór to  Kenneth Branagh w roli Sir Laurence'a Oliviera, potrafił oddać cały skomplikowany świat wielkiego aktora któremu przyszło grać w filmie z wielką gwiazdą, która stanowi jego całkowite przeciwieństwo. On wielki aktor, wykształcony mający za sobą lata doświadczeń teatralnych gra z kimś kto nie ma ani wykształcenia aktorskiego ani doświadczenia teatralnego, i choć jest zauroczony kobietą, to codzienność życia na planie z Marilyn doprowadza go do rozpaczy.

Jedyny minus dałabym filmowi za haniebną charakteryzację Julii Ormond w roli Vivien Leigh, doprawdy jeśli chciano w dosadny sposób podkreślić różnice wieku pomiędzy Mariliyn a Vivien można to było zrobić delikatniej, a tak wyszło to trochę jak karykatura.

Ostatecznie jednak film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i mogę z czystym sumieniem polecić go jako przyjemną rozrywkę na zimowy wieczór, kiedy ciepła i przyjazna sala kinowa jest ostoją przed atakującym zewsząd zimnem.

Prosze uświadomcie mnie które ze zdjęc przedstawia Wisławe Szymborską, bo chyba nie poznaję, a główna strona Gazeta.pl przecież nie może kłamać....

 

 PS.

- themis83 - tak poprawili teraz to wyglada tak;-)

 

sobota, 04 lutego 2012

Podobno nie ma trudnych pytań, sa tylko takie na które jeszcze nie znamy odpowiedzi, albo takie na które odpowiadając mówimy same  bzdury obnażając wnętrzne pełne sprzeczności, dążenia do wizji siebie jaka chcemy sprzedać na zewnątrz niekonieczne zgodnej ze stanem faktycznym. I te małe niuanse, niezgodności pokasują chaos w jakim żyjemy.

W ubiegłotygodniowych Wysokich obcasach, był wywiad z Małgorzata Szumowską, której nowy film „Sponsoring”  już niedługo będziemy mogli zobaczyć w kinach. Sponsoring to film w którym dziennikarka luksusowego magazynu (Juliette Binoche) przygotowuje artykuł na temat sponsoringu. W trakcie pracy nad materiałem poznaje dwie call girls – Charlotte (Anais Demoustier) oraz Alicję (Joanna Kulig). Dziewczyny wprowadzają ją w świat płatnej miłości, ku zaskoczeniu Anny – wyjątkowo pociągającytyle w temacie, zobaczymy jaki będzie film, o nim na pewno napisze po powrocie z kina.

Dziś  tematem jest jego reżyserka, jedna ze zdolniejszych reżyserów jakich obecnie mamy w Polsce, doceniana w filmowym świecie, nie tylko w Polsce. Z wywiadu jednak wyłania się kobieta goniąca za białym króliczkiem, ciągle pędząca w innym kierunku, i choć sama o sobie mówi w jednym zdaniu jaka potrafi być „poukładana” jak lubi się „zadomawiać i osiadać” a w kolejnym  zaprzecza samej sobie mówiąc, że zawsze trzeba iść za własnym uczuciem i nie należy się oglądać za siebie.

W jednym miejscu chwali się że ma w sobie wiele męskich cech, i nie ma właściwie przyjaciółek bo jest za bardzo męska w innym użala się nad sobą bo zaproszono ją na międzynarodowy festiwal i nie opłacono jej śniadań w hotelu, i to jest dramat bo przecież jest taka dobrą reżyserką to chyba mogli jej te śniadania opłacić.

A to już jest podejście typowe dla kobiety, pragnącej opieki całodobowej, mężczyzna na jej miejscu podkreślił by że go zaprosili, kogo tam spotkał i jak to wpłynęło na jego dokonania artystyczne, Szumowska uznała jednak że zapamiętać powinniśmy fakt ze ja zaproszono i nie zapłacono za jej śniadania.

Doceniam osiągnięcia Szumowskiej jako reżysera, ale jako osoba jest dla mnie zjawiskiem które z reguły omijam z daleka bo nigdy nie wiadomo do czego jest zdolna. Nie jest kobietą w typie jaki chętnie widzę obok siebie, jest kimś kto wprowadza chaos w życie innych i nie przejmuje się tym bo najważniejsze jest to że jej jest dobrze, a przynajmniej taki jej obraz pojawił się w mojej głowie po lekturze artykułu.

Więc albo zadano jej złe pytania albo jej odpowiedzi do nich nie pasują.

niedziela, 29 stycznia 2012

Dziewczyna z tatuażem” czyli amerykańska ekranizacja pierwszej części trylogii "Millennium" Stiega Larssona, zajęła mi dziś sporą cześć wieczoru, umówmy się film nie należy do najkrótszych. Pierwsze podejście do sfilmowania książki "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"  podjęli Szwedzi czy udane trudno powiedzieć nie najgorsze moim zdaniem, ale oczywiście amerykanie nie oglądają europejskich filmów więc zrobili własny film.

Tytuł był najwidoczniej za długi za mało sexi, a coś co jest trudne do zapamiętania i w dodatku nie jest sexi słabo się sprzedaje więc zaczęli od zmiany tytułu, a dalej, no cóż nie powiem że powstał zły scenariusz, historia była spójna, ale ominęli wiele wątków, inne uprościli do granic możliwości.

Tak, zdaję sobie sprawę ze robili wersje kinową bardzo grubej książki i gdyby chcieli umieścić w nim wszystko wyszedł by serial, a na seriale nikt do kina nie chodzi. Mimo wszystko choć nie oczekiwałam wiele wyszłam zawiedziona.

W moim odczuciu jedynym plusem tego filmu jest Rooney Mara, odtwarzająca rolę  Lisbeth Salander, ponadprzeciętnie inteligentna w jednej dziedzinie w innej kompletnie nieporadna, aspołeczna w jednym miejscu w drugim rozczulająco przywiązana do starszego mężczyzny będącego od lat jej kuratorem. Jak napisał na Onecie Bartosz Sadulski w swojej recenzji Roonej jest w tym filmie „z jednej strony surowa i niedostępna jak Kilimandżaro zimą, a z drugiej pewna siebie i seksowna” i choć to męski punkt widzenia trudno się z nim nie zgodzić.

Na dokładkę mamy Jamesa Bonda czyli Daniela Craiga w roli dziennikarza Mikaela Blomkvista, czy się sprawdził, no cóż w tym filmie nie kazali mu być supermenem, wiec nie mamy szans podziwiać wyczynów rodem z kolejnego filmu o Bondzie, mamy dziennikarza, któremu życie dopiekło i który mimo że to ciągle męski Craig, jest zmęczony życiem, jakimś cudem jednak ląduje z Lisbeth w jednym łóżku. Jak widać nie trzeba Bonda żeby działać na kobiety.   

Czy pójdę na ekranizację kolejnych części skoro ta mnie nie powaliła na kolana, tak, na pewno, jestem niepoprawną kinomanką i chodzę nawet na te filmy, które z założenia nie będą mi się podobać. Przecież nie można powiedzieć że mi się nie podobało skoro tego nie widziałam. Nawet jeśli w swojej ocenie tego filmu będę odosobniona, to na szczęcie mamy prawo wyrażać własne opnie, a to oznacza że nie musze pójść za „stadem”, które uznało ten film za fenomen. Ale trudno jakie oczekiwania taki fenomen, albo cos w tym stylu.

sobota, 28 stycznia 2012

Jako doświadczona bywalczyni na salach kinowych podczas seansów kiepskich filmów o wampirach, strzygach, wilkołakach i innych stworach z przeszłości, kosmosu i ludowych podań, aby utrzymać swoją pozycję znawczyni byłam już właściwie wczoraj na Underwolrld Przebudzenie, czyli kolejnej części opowieści o wampirzyce Selenie i hybrydzie wampira i wilkołaka Michaelu Corvinie, choć umówmy się Michaela w tej części właściwie nie ma, w ciągu pierwszych pięciu minut filmu ląduje w wodzie i zamrożony sobie trwa mniej więcej do końca kiedy to ucieka, no ładnie jego ukochana walczy a on zwiewa, prawdziwy bohater.

Ale nie będziecie zawiedzeni, walki, krwi i rozwalania obu ras jest sporo, krew tryska aż miło i kolejny raz pokazuje się że wampiry i Lykanie się zabijają, to fakt,  ale to ludzie sa najgorszym z gatunków i tylko ludzie są zdolni zabijać, wykorzystywać dla własnych potrzeb wszystkich i wszystko, i jeden porządny policjant nie ratuje naszego honoru, no przykro mi, niestety jesteśmy beznadziejni i tyle.

Dla okrasy mamy nowe prawdy objawione, Selena i Michael mają córkę, a że w ciągu kilku sekund mija 12 lat to dziewczynka zdążyła już ładnie podrosnąć jest sprytna i piękna po mamusi a tato na pewno dodał jej trochę siły, pięknie rozrywa główki Lykanów na połowę.

Dobra, wiem, że to że wampiry nie sa bezpłodne to już wiemy, oświeciła nas o tym jakiś czas temu już Stephenie Meyer w swojej sadze Zmierzch, ale tam wampiry dzieci miały z ludźmi a nie z Lykanem, a tu proszę nowość.

Za to za kompletną prawdę objawioną uważać można fakt iż uwaga w wampirzej piersi bije serce, tak moi drodzy to nie są chodzące trupy, Selena wsadza dłoń w martwe ciało wampira i masując mu serce pobudza je do działania i „cudownie” David wraca do wamiprzego życia.

Czy jestem zawiedziona, ależ skąd, kocham takie historie i z prawdziwa przyjemnością oglądam kolejne odsłony tych historyjek.

A co z zapowiadają „dziewczyną z tatuażem” a nic moi  drodzy, na to jeszcze przyjdzie czas, w niedzielę, wszak weekend nie kończy się po jednym piątkowym wieczorze.

czwartek, 26 stycznia 2012

Mam kilka filmów, filmów na które czekam z niecierpliwością, lub pójde na nie bo nie mam wyboru. Sami zdecydujcie który z alternatywnych plakatów bardziej przypadł Wam do gustu i jak sądzicie na który film czekam a na który pójde z obowiązku?

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13