każdy kij ma dwa końce, ale proca ma trzy...

Wpisy z tagiem: kino

sobota, 21 stycznia 2012

Nie będę tu kłamać że jestem wybredną kinomanka i z tłumu filmów wybieram tylko perełki. Nie, zupełnie nie, z takim samym zapałem oglądam historie o wampirach, duchach, komedie i dramaty jak i filmy poważne zmuszające do myślenia.

Wczorajszej nocy przyszedł czas, na taki właśnie film, poważny, dający do myślenia o granicach matczynej miłości i zdolności do wybaczania, o granicach złośliwości i manipulacji jakie mieści się w małym dziecku. Krótko mówiąc byłam na Musimy porozmawiać o Kevinie” , z doskonałą rolą Tildy Swinton jako matki.

Matki która boryka się z trudnym dzieckiem, tytułowy Kevin manipuluje swoimi rodzicami, z doskonała precyzją rozdziela między rodziców uśmiech, słowo, gest a każdy ma swoje znaczenia, prowadzi go do określonego celu. Robiący matce piekło i manipulujący jej uczuciami, w stosunku do ojca najmilsze dziecko swiata, traci grunt z chwilą pojawienia sie siostry, ale jedynie na moment, bo oto pojawiła się kolejna zabawka, dająca sobą manipulować kochająca go bezkrytycznie mała dziewczynka.

Film specyficzny, którego nie polecam tym, którzy właśnie rozmyślają nad posiadaniem potomstwa, po  zobaczeniu tego już nie będziecie chcieli ich mieć, wizja że dziecko które wam się urodzi będzie w typie Kevina jest przerażająca, wizja tego ile będzie trzeba poświęcić by je wychować a w zamian nie dostaniecie nic lub jeszcze gorzej dostaniecie piekło na ziemi działa jak najlepsza forma antykoncepcji, lub przypomnienie o zabezpieczeniu.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Była, może i późno ale byłam na "Listach do M", szeroko reklamowanych jako najlepsza komedia tego roku, POLSKA komedia, przy tym nikomu nie przeszkadza, że reżyserem jest obcokrajowiec. Nic to, aktorzy byli polakami i nawet udało im się zagrać jakoś, czy śmiesznie to bym dyskutowała, przyznaje kilka scen bardzo zabawnych reszta jakby ściągnięta z „To właśnie miłość” i chyba o to chodziło, miało być lekko, miło i świątecznie.

I jest, naprawdę jest, choć mnie osobiście film przyprawił o lekki stan depresyjny.

Zdaje sobie sprawę iż żyjemy w kraju gdzie święta bożego narodzenia sa czymś co nie ma prawa być depresyjne, a jednak, do rozpaczy doprowadza mnie muzyka świąteczna, te wszystkie szczęśliwe nuty, powrotu do domu do szczęścia i radości. Na ten czas znikają nagle wszyscy samotni i nieszczęśliwi bo silą się na udawanie ze wszystko jest ok., bo MAMY ŚWIĘTA

I taki tez jest ten film, i nawet dziewczyna która na początku burzy konwencję radosnych świąt nagle przezywa metamorfozę szczęśliwie się zakochuje i spełniają się jej marzenia. Ale tak się nie dzieje w prawdziwym życiu, no nie i kropka.

Czy zatem powinnam się załamać kiedy w wigilijny wieczór pijąc wino i odwracając kartkę czytanej aktualnie książki nie będzie wkoło mnie radosnej udającej szczęście rodzinki?

Nie mam takiego zamiaru, ale jeszcze ze dwa takie filmy i naprawdę uwierzę ze istnieje tylko jeden wariant szczęścia i każdy kto postępuje inaczej z miejsca musi być w depresji.