każdy kij ma dwa końce, ale proca ma trzy...

Wpisy z tagiem: urlop

wtorek, 04 października 2011

Wróciwszy z urlopu, jak zawsze odkryłam że na ziemi żyją kosmici, i coś mi mówi że jednym z nich jestem ja. Urlop zapytacie… wspaniały sponsorowany prze literki f i dwa razy p, tzn

F – jak – fragolino

P – jak – proescco

P – jak – pinot grigio

A do tego znikające trufle poza sezonem, niewidzialne grzyby, gps mówiący mi pośrodku włoskiego lasu że jestem w Gdańsku oraz rozbity czasomierz o skałki.

To wszystko nic wobec pourlopowego amoku, natyentychmias wniosłam wniosek o kolejny urlop, albowiem nie jestem w stanie wdrożyć się do normalnego życia, nie został rozpatrzony pozytywnie.

Szukając normalnego rytmu przeczytałam cudna książkę o seryjnych mordercach „The A to Z encyklopedia of serial killer”, ugotowałam prowansalska zupę bazylikową bez bazylii bo mi się przypomniało że jednym z głównych składników jest czosnek, na który jestem uczulona a bez niego szkoda dokładać też bazylii bo to nie to, dodałam zatem śmietanę.

A teraz czekam, czekam na ten moment kiedy coś w mojej gfłowie zrobi „klik” i przełączy mnie znowu na tryb „pracoholik”, oby szybko….

sobota, 10 września 2011



moze Wy już mieliście, ja się dopiero pakuję;-)

niedziela, 21 lutego 2010

Powrót z urlopu bywa ciężki , tak?

Ano bywa, człowiek przychodzi i odkrywa że zginęło mu biurko bo w miejscu z którym stało jest sterta papierów, której tam być nie powinno bo przecież wychodząc zostawiłam pięknie posprzątane i  puste, więc to nie może być moje biurko to jakiś senny koszmar.

Ale jestem silna więc zbieram się w sobie, trochę zgarniam na podłogę ale niewiele tylko tyle żeby było miejsca na laptopa, i robie coś co powinno postawić mnie na nogi zmierzam do ekspresu nastawić kawę. I kolejny zonk, mamy jedynie dwa ekspresy jak pamiętam oba umyłam wychodząc tydzień wcześniej , i co i nic, oba sa brudne, patrzę chwilę i decyduję że jednak nie zacznę powrotu z urlopu od mycia ekspresu, wychodzę z biura i kupuje kawę w pobliskim coffe haven.

A potem jest już tylko z górki, wszak 375 rzeczy z listy do załatwienia to pestka, tak?

Doba ma wszak 24 godziny a tydzień roboczy dni 5, damy rade, jak zawsze. Po drodze co prawda dopisuje kolejne sto spraw, ale w piątek okazuje się ze nie ma sprawy udało się, zostało tylko kilka rzeczy których nie zrobię bez informacji których ktoś mi nie dał.

Bosh dziękujemy wszystkim świętym za pracoholizm  i idziemy na weekend, po którym wszystko zacznie się od nowa. Normalnie jak jakaś karuzela, to nic że już tu byłam bo za jakiś czas na pewno będę tu powrotem.

sobota, 13 lutego 2010

Jak to mówią wszystko co dobre szybko się kończy, podobnie rzecz się ma z urlopami i trzeba kiedyś z nich wrócić. Po urlopie mam kilka „głębokich” myśli:

- jazda na snowboardzie boli

- jazda na snowboardzie nie jest dla wszystkich

- zima jest piękna przez okno

- kac po winie to pestka w porównaniu z tym po grappie

- najbrzydszy Włoch i tak jest przekonany, że jest sexowny, nawet jak mu mówić wprost że nie ma takiej dawki alkoholu po której byłabyś w stanie się z nim przespać

- jeśli jedyną osobą, która ma aparat jest ktoś kto właśnie go kupił, ale zdążył wypakować instrukcje z pudełka to masz pewne że zdjęć nie będzie

- zakup każdej zapomnianej rzeczy w hotelowym sklepie bardzo boli

- a najważniejsze sprawdzaj przed wyjazdem że zgasiłaś światło, inaczej wita cię od drzwi wesoło zapalona lampka….. od osmu dni czekająca na Twój powrót

Zatem wróciłam, tęskniliście?

taaaaak woła moja zapalona lampka, bardzo tęskniłam;-)