każdy kij ma dwa końce, ale proca ma trzy...

Wpisy z tagiem: millenium

niedziela, 29 stycznia 2012

Dziewczyna z tatuażem” czyli amerykańska ekranizacja pierwszej części trylogii "Millennium" Stiega Larssona, zajęła mi dziś sporą cześć wieczoru, umówmy się film nie należy do najkrótszych. Pierwsze podejście do sfilmowania książki "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"  podjęli Szwedzi czy udane trudno powiedzieć nie najgorsze moim zdaniem, ale oczywiście amerykanie nie oglądają europejskich filmów więc zrobili własny film.

Tytuł był najwidoczniej za długi za mało sexi, a coś co jest trudne do zapamiętania i w dodatku nie jest sexi słabo się sprzedaje więc zaczęli od zmiany tytułu, a dalej, no cóż nie powiem że powstał zły scenariusz, historia była spójna, ale ominęli wiele wątków, inne uprościli do granic możliwości.

Tak, zdaję sobie sprawę ze robili wersje kinową bardzo grubej książki i gdyby chcieli umieścić w nim wszystko wyszedł by serial, a na seriale nikt do kina nie chodzi. Mimo wszystko choć nie oczekiwałam wiele wyszłam zawiedziona.

W moim odczuciu jedynym plusem tego filmu jest Rooney Mara, odtwarzająca rolę  Lisbeth Salander, ponadprzeciętnie inteligentna w jednej dziedzinie w innej kompletnie nieporadna, aspołeczna w jednym miejscu w drugim rozczulająco przywiązana do starszego mężczyzny będącego od lat jej kuratorem. Jak napisał na Onecie Bartosz Sadulski w swojej recenzji Roonej jest w tym filmie „z jednej strony surowa i niedostępna jak Kilimandżaro zimą, a z drugiej pewna siebie i seksowna” i choć to męski punkt widzenia trudno się z nim nie zgodzić.

Na dokładkę mamy Jamesa Bonda czyli Daniela Craiga w roli dziennikarza Mikaela Blomkvista, czy się sprawdził, no cóż w tym filmie nie kazali mu być supermenem, wiec nie mamy szans podziwiać wyczynów rodem z kolejnego filmu o Bondzie, mamy dziennikarza, któremu życie dopiekło i który mimo że to ciągle męski Craig, jest zmęczony życiem, jakimś cudem jednak ląduje z Lisbeth w jednym łóżku. Jak widać nie trzeba Bonda żeby działać na kobiety.   

Czy pójdę na ekranizację kolejnych części skoro ta mnie nie powaliła na kolana, tak, na pewno, jestem niepoprawną kinomanką i chodzę nawet na te filmy, które z założenia nie będą mi się podobać. Przecież nie można powiedzieć że mi się nie podobało skoro tego nie widziałam. Nawet jeśli w swojej ocenie tego filmu będę odosobniona, to na szczęcie mamy prawo wyrażać własne opnie, a to oznacza że nie musze pójść za „stadem”, które uznało ten film za fenomen. Ale trudno jakie oczekiwania taki fenomen, albo cos w tym stylu.