Powrót z urlopu bywa ciężki , tak?
Ano bywa, człowiek przychodzi i odkrywa że zginęło mu biurko bo w miejscu z którym stało jest sterta papierów, której tam być nie powinno bo przecież wychodząc zostawiłam pięknie posprzątane i puste, więc to nie może być moje biurko to jakiś senny koszmar.
Ale jestem silna więc zbieram się w sobie, trochę zgarniam na podłogę ale niewiele tylko tyle żeby było miejsca na laptopa, i robie coś co powinno postawić mnie na nogi zmierzam do ekspresu nastawić kawę. I kolejny zonk, mamy jedynie dwa ekspresy jak pamiętam oba umyłam wychodząc tydzień wcześniej , i co i nic, oba sa brudne, patrzę chwilę i decyduję że jednak nie zacznę powrotu z urlopu od mycia ekspresu, wychodzę z biura i kupuje kawę w pobliskim coffe haven.
A potem jest już tylko z górki, wszak 375 rzeczy z listy do załatwienia to pestka, tak?
Doba ma wszak 24 godziny a tydzień roboczy dni 5, damy rade, jak zawsze. Po drodze co prawda dopisuje kolejne sto spraw, ale w piątek okazuje się ze nie ma sprawy udało się, zostało tylko kilka rzeczy których nie zrobię bez informacji których ktoś mi nie dał.
Bosh dziękujemy wszystkim świętym za pracoholizm i idziemy na weekend, po którym wszystko zacznie się od nowa. Normalnie jak jakaś karuzela, to nic że już tu byłam bo za jakiś czas na pewno będę tu powrotem.